Na książkę zasadniczo składają się trzy opowiadania: "Kryzys u Carfittów", "W metrze" oraz "Pawilon Masek". Pierwsze i trzecie są całkiem pokaźnych rozmiarów i są równie świetne. Może posuwam się zbyt daleko w ocenie, ale jestem pewien, że kto lubi humor Mrożka, to też lekturą Priestleya będzie usatysfakcjonowany. Obu cechuje umiejętność doskonałego prowadzenia dialogów, oraz elegancki, nienachalny choć wyrazisty styl - co w przypadku tego drugiego można określić ujmującą brytyjską flegmą.
czwartek, 27 lutego 2014
niedziela, 16 lutego 2014
Szkarłat wojownika, Rosemary Sutcliff
Nasza Księgarnia
Warszawa 1988
stron: 208
Drem to mały kaleka, ma bezwładną rękę. Sprawa nie jest prosta ponieważ mieszka w wiosce, gdzieś w zamierzchłej epoce neolitycznej, a w tych niezwykle trudnych czasach niepełnowartościowych członków społeczności nikt nie darzy sympatią, choćby zrozumieniem. Drem jest jeszcze mały i nie pozbawiony złudzeń. Pragnie przywdziać szkarłat wojownika i stać się pełnoprawnym myśliwym. Aby tak się stało musi przejść ciężkie szkolenie wojenne, rzecz jasna bez taryfy ulgowej, zwieńczone pokonaniem wilka w bezpośrednim pojedynku. Wyzwanie z kategorii trudnych, zwłaszcza, że nikt poza jedną bratnią duszą, nie podziela jego aspiracji. Ale co znaczy siła marzeń.
sobota, 1 lutego 2014
Pszczele cuda
Autor: Henryka Makowiczowa
Wydawca: Wydawnictwo Lotos; Warszawa 1992
ISBN 83-900129-1-X
Stron: 72
Wydawca: Wydawnictwo Lotos; Warszawa 1992
ISBN 83-900129-1-X
Stron: 72
Będąc entuzjastą jedzenia miodu i propagowania pszczelich dobrodziejstw rozglądałem się za książką odpowiednią do polecania osobom chcącym dowiedzieć się nieco więcej na temat właściwości miodu, pyłku kwiatowego, propolisu i pozostałych produktów pasiecznych. Niewielka publikacja Henryki Makowiczowej doskonale się do tego nadaje. Jest niewielkich rozmiarów i zawiera wiele cennych informacji na temat specyfiki leczniczych i odżywczych produktów pochodzących z pasieki. Ponadto autorka wydaje się wielkim zapaleńcem wobec opisywanej dziedziny i ten zapał udziela się czytelnikowi.
piątek, 24 stycznia 2014
Wyspa Pingwinów, Anatol France
strony: 278
Nietrudno o czytelniczą frustrację. Więcej książek marnych niż wybitnych i siłą rzeczy częstsze jest obcowanie z tymi pierwszymi, wyglądając z utęsknieniem tych drugich. Niemniej, naprawdę dobra lektura potrafi zrekompensować wcześniejsze nietrafione wybory. "Wyspa Pingwinów" leżała na półce od lat kilku, w niepozornej tekturowej okładce zastępczej ( okładka wyżej dodana pokazowo, sam dysponuje starym, odpowiednio pachnącym egzemplarzem z 1950 r. wydawnictwa Książka i Wiedza ). W końcu, kierowany osobistym zboczeniem do stopniowego sięgania po każdą pozycję z domowego księgozbioru, bez względu na tematykę, chwyciłem w końcu tą, przezornie nie oczekując po niej zbyt wiele i niezwykle mile zaskakując się z każdą kolejną stroną.
niedziela, 8 grudnia 2013
Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie, Alan Carr
Wydawnictwo: Betters
Stron: 243
Palenie to nałóg i jest idiotyczny tak jak każdy inny. Nikt go nie lubi choćby wymyślał przeróżne argumenty - wszystkie są absurdalne. Wdychanie nikotynowego dymu nie łagodzi stresu, nie czyni sytuacji towarzyskich bardziej przyjemnymi, nie poprawia koncentracji. Absolutnie nic palącemu nie daje. Ma same minusy, a mimo to nie brakuje ludzi, którzy kurzą i nie są w stanie przestać. To pranie mózgu i skutki narkotyku, którymi palacz jest poddawany. Wystarczy poznać mechanizm mieszający w głowie, żeby odrzucenie fajkowego zapomnienia stało się całkowicie naturalne. Nie ma stresu i poczucia straty. Wyrzucenie ostatniego papierosa jest wyrwaniem się z nikotynowego odrętwienia, towarzyszy mu szczera radość i poczucie większej godności do samego siebie. Bo jak można czuć szacunek do samego siebie, będąc niewolnikiem dymka.
środa, 4 grudnia 2013
Oszustwo znad Morza Czarnego, A. Blake
Wydawnictwo: Hachette Polska
Oprawa: broszurowa
Rok wydania: 2012
Amerykanie mają fantazję, a Leo Tillman to kocur wśród fantastów. Laska mu mówi, żeby załatwił auto nie rzucające się w oczy - ten, chociaż jest mistrzem kamuflażu i ograniczania ryzyka kradnie ciężarówkę z przyczepą. Potem się dziwi, że go namierzyli złoczyńcy, a laska jest lesbijką bez serca. Nic to, skacze z płonącego budynku, w locie jednym nabojem wysadza butlę z gazem, zabija wysłańców okrutnej sekty, ratuje lesbijkę i zostaje jej przyjacielem. A to jedynie mały pierwiastek tego co potrafi. A jeszcze więcej potrafi wspomniana homoseksualistka. Prawdziwie amerykańska literatura, którą przeczytać można, o ile dostanie się książkę w prezencie. W innym przypadku to bezzasadne. Książkę dostałem w prezencie.
niedziela, 1 grudnia 2013
Bogaty ojciec, biedny ojciec
wydawnictwo: Instytut Praktycznej Edukacji
data wydania: 2007
liczba stron: 238
Mam chorobliwą przypadłość. Kiedy ktoś mnie poucza, strofuje lub robi minę przejawiającą pedagogiczne pobłażanie zwyczajnie się wściekam lub jest mi smutno. Usłyszałem o bogatym ojcu od kolegi. Zrobił wtedy minę wyrażającą pobłażanie dla moich edukacyjnych braków i rozpoczął perorę, którą tylko udawałem że zrozumiałem, bo piliśmy wtedy wódkę. W rzeczywistości nie mogłem pojąć co go opętało, że z jednej strony twierdzi, że pieniądz jako taki nie ma żadnej wartości, a z drugiej nie chce przedrzeć banknotu na dowód pewności swoich sądów. Taka też wydała mi się ta książka, logicznie niespójna, populistyczna i demagogiczna. Uwierzyć w nią to tak jak dać się podejść politykowi z Ruchu Palikota.
Chyba się myliłem (lub dałem się podejść). Przede wszystkim treść jest bardzo przystępna. Autor opisuje swoje ekonomiczne poglądy na tle fabularnej historii młodego, rezolutnego chłopca rozdartego pomiędzy dwa, odmienne podejścia do życia: ojca biologicznego, który pomimo dobrej posady jest zapętloną w wyścig szczurów ofiarą losu - biednym ojcem, a ojcem kolegi, który pomimo początkowo lekko odpychającej powierzchowności okazuje się piewcą ekonomicznego rozsądku - jest to ojciec bogaty. Autor przedstawiając swoje poglądy na pieniądz oczami młodego chłopca sprawia, że wszystko nagle staje się niezwykle jasne, a człowiek dotychczas myślący inaczej czuje się wręcz zażenowany swoim brakiem domyślności. Prosty, przystępny język to główny atut książki i uważam że same idee nie zdobyłyby takiej popularności gdyby nie język właśnie, zwłaszcza, że Kiyosaki Ameryki nie odkrywa, tylko pokazuje ją w innej perspektywie.
A czego właściwie się uczymy?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






